W dniach 6-8 października po raz dziewiąty zwołaliśmy do Żytkiejm naszą małą konfederację, aby zastanowić się nad frapującym faktem, że wciąż istniejemy jako Wolni Polacy. Dlaczego? Jak długo? A może sarmacka przygoda z historią właśnie zaczyna się na nowo? Co zadecydowało o tym, że jesteśmy, choć być może biorąc pod uwagę mędrca szkiełko i excel powinniśmy już dawno spłynąć głównym ściekiem historii?
Poza tytułowym panelem (nawiązującym do xiążki Lecha Jęczmyka „Dlaczego toniemy, czyli jeszcze nowsze średniowiecze”) uczestnicy wysłuchali wykładu o historiozofii Feliksa Konecznego, rozegrali strategiczny LARP, wzięli udział w zaściankowej wersji szturmu modlitewnego „Różaniec do granic” oraz w posiedzeniu Klubu Erudytów. Oczywiście przygotowaliśmy też parę niespodzianek i nieodzowne sarmackie ćwiczenia praktyczne.
Zgodnie z zaściankową tradycją, umieszczamy relację wybranych gości, tym razem naszych przyjaciół ze Śląska, uczestniczących w Projekcie po raz pierwszy:
“Piwo spod stołu piją, miast wziąć sprawy w swoje ręce”. Trudno w to uwierzyć, ale tak nas podsumował współpasażer, siedzący przy jednym stoliku w wagonie bezprzedziałowym. Bo kiedy my kulturalnie podczas całej podróży wypiliśmy po dwa browarki, on w niespełna 2 godziny zdążył elegancko nagrzmocić się w Warsie. Niektórzy już tak mają. Niektórym tak się czasem zdarzy. W takim nieproszonym towarzystwie kończyliśmy wyprawę na IX Projekt Zaścianek. Była to późna pora w niedzielny wieczór, gdzieś na ziemiach odzyskanych. Kolejna godzina bardzo sympatycznej podróży, która zaczęła się 66 godzin wcześniej. Do Żytkiejm z Warszawy dotarliśmy w przemiłym towarzystwie Julity, Małgorzaty i doskonałego kierowcy Rafała. I z całego pobytu staraliśmy się wycisnąć czas do ostatniej kropli krwi. W końcu sprzedaliśmy wszystko co mamy, by na Zaścianku kupić sobie odrobinę zdziwienia. Ale w Żytkiejmach byli też tacy, którzy przyjechali późną porą w piątkową noc, narobili hałasu po czym z samego rana zniknęli. I tylko im życzymy, żeby z tą partią, którą budują nie było podobnie. Piątkowy wieczór to prawdziwie wesoła biesiada. Dyskusje, rozmowy, śpiew tak intensywne, że zaskoczyła nas informacja, o tym że klub erudyty się nie odbył. A przecież cały wieczór spędziliśmy w przekonaniu, że właśnie w tym bierzemy udział. Sobota zaczęła się śniadaniem. Zmęczone twarze próbowały odnaleźć się w tej surowej rzeczywistości. Aż do przywitania gości, po którym przyszedł czas gdy każdy opowiedział parę słów o sobie. Trudno całość zrelacjonować, za dużo by można pominąć, a i kogoś niechybnie tym urazić. Pozostajemy jednak w nadziei, że “prawie narzeczona” doczeka się w końcu “już oświadczyn”. Zwłaszcza, że prawie narzeczeni świetnie poprowadzili różaniec. Bo przecież dwa kilometry od rosyjskiej granicy, widząc lasy królewieckiej oblasti i łapiąc się na rosyjski roaming, musieliśmy wziąć udział w akcji Różaniec do Granic. Czas wolny był okazją by rozmowami pogłębić znajomości. Trochę się poruszać. Kto mógł postrzelał z łuku. Kto chciał poszedł na spacer po wsi. A we wsi kościół, poniemiecki cmentarz, otwarte sklepy i zamknięty bar. Po tym relaksie czas przyszedł na wielką politykę i LARP. Każdy ze śmiertelną powagą wcielił się w swoją rolę. Przedstawiciele państwa Polskiego byli nieugięci i jak zwykle irytowali wielkich tego świata swym warcholstwem. Z Chińczykami nie można było pogadać, choć, o dziwo, znali polski. Rosjanie gotowi zdeptać wszystkich bez względu na konsekwencje. Niemcy tylko chodzili za gazem, a Amerykanów nie interesowała demokracja w żadnym wydaniu. Samo życie. Po grze dyskusja już przy winie i miodzie pitnym: temat przewodni Dlaczego latamy skoro mieliśmy upaść?. Jesteśmy wspaniałym, barbarzyńskim narodem – taka chyba była konkluzja. A jeśli coś upadło to tylko okulary podczas nocnych potyczek na palcaty. Podobno nie był to najbardziej udany z Zaścianków. Bzdura. To był najlepszy zaścianek, na którym byliśmy. Padło jednak hasło, że problemem naszego społeczeństwa jest to, że nie potrafimy ze sobą rozmawiać, a więc następnym razem tych rozmów i niekończących się dyskusji powinno być więcej. Z moderatorem uzbrojonym w szable i bat.